WECHSELSTROM - Autorinnen aus Mittel- und Osteuropa auf Tournee
 
Wechselstrom
Flussverlauf
Nebenfluss
Autorinnen
Begleitung
Übersicht
Dorota Masłowska
Portrait
Leseprobe
Literarische Mütter
Petra Hůlová
Noémi Kiss
Lidija Dimkovska
Tanja Maljartschuk
Valzhyna Mort

Auszug aus »Die Reiherkönigin. Ein Rap«

Eh Leute, kommt aus’m Arsch, Marsch jetzt und aufgewacht, hört die Signale, spürt das Fieber der Nacht, hört die Geschichte von der hässlichen Braut, der gründlich versauten, die kein Schwein traut. Wie Hund ihr Körper, oder Mops, die leeren Augen zwei eitrige Drops, im Mund hinter lauter Zähnen lauert das blanke Gähnen, lila schlängeln sich die Schläfenvenen, asymmetrisch glotzen die Lidspalten und, mein Gott, niemand wollte mit so ‘ner Alten pennen, geschweige sie persönlich kennen. Bei ihrem Anblick verzweifelt die Welt, der Katholikengott from US of A predigt für Geld, spielt Totofee um 20 Uhr 10, blinder Jongleur, dem die Bälle ausgehn, Rock-’n’-Roll-Schwindler, Kinderüberrascher von Manga Gdynia, gelbes Schlitzohr vom Warschauer Russenmarkt, das der Braut jede Achtung versagt und dir die voll verarschte

Gräfin Kotzebie als deine supergeileextraneue Tussie verkauft.

 

Sie hieß – kein Witz – Patricia Pitz und wohnte Woronicza in dem Dreh, Warschau Null-Null-Neunhundert-Zehn, Haltestelle polnisches Fernsehen, wo jeder Pole Polens Lindenstraße sieht und die Fernseh-Torbicka am helllichten Tag durch die Wirklichkeit wandelt. Oder in der Czerska Nummer acht, wo eine Euruine Warschau City verschandelt und man blind sein muss, um Lindenstraße zu sehn, mit täglich neuen Leseraktionen. Große Aktion: Lasst uns mental nach Australien gehen. Große Aktion: Wer glaubt, der wird sehen. Wie kommst du überhaupt auf solche Ideen, was willst du mit Devotionalien,

nimm lieber die Realien. Große Aktion: nationale Fäkalien, VEB Siekierki, lauter Lappalien. Schön ist niemand, wie du weißt, aber Sankta Patricia ist ein heiliger Geist. Ich hab ‘ne Affäre mit ihr, sie hat Altäre bei mir, da steht sie mit Jesus, das Gesicht in Sackpapier.

 

VEB Siekierki und VEB Kawęczyn, Patricia Pitz, ihre Eltern waren reich wie Ritz, und trotzdem rotzt die Welt ihr, seit sie Kind ist, stinkend warme Spucke in die ausgestreckte Hand. Niemand wollte mit so ‘nem hässlichen Balg spielen,

die anderen ziehen ihre Kinder weg und lispeln arrogant: Meine Karolinka, meine kleine Miss, spielt nicht mit dieser Trixie Piss, sonst erzählt sie morgens schlimme Träume, wie Piss, die Sau, ihr das Gesicht ins Bettchen steckt und sagt: Jetzt siehst du auch so aus wie ich. Nur dem Goldfisch wird der Mund noch wässrig, Patricia, was bist du so hässlich. Warte, Zwerg Nase, warte, woher

hast du diese Nasenschwarte. Zu Hause auf dem Flokati, Patricia pudert der eigne Vati. Wer sagt’s denn, dieses Luder pudert auch noch ihr Bruder. Die Schuhe waren viel zu eng, Patricia pudert ihr Cousin. Mach daraus kein

Drama, Patricia pudert ihre Mama. Dann zogen sie ihr den Rock ab, warfen ihn in die Gärten und streuten ihr, die sich wehrte, Sand ins Maul, dann pinkelten sie auf sie drauf, lachten sie aus und winkten. Vom Herrn bist du berufen, Trixie, und sogar der Mongo im Parterre, dem es ja einerlei war, lachte: Kurwa Matsch Twoja Schweine Raj, grölt er und sabbert, jetzt sag mir aber, wie behält

der all die schweren Wörter?

 

© Verlag Kiepenheuer & Witsch 2007, Übersetzung von Olaf Kühl

 

 

Original

 

Paw królowej

 

Hej ludzie, pora się zbudzić, posłuchajcie tej historii o tym, jak był po¬żar w bucie, posłuchajcie o brzydkiej dziewczynie, która miała ciało psa i twarz świni, oczy kaprawe a każde z innego zestawu, usta pełne zębów a każdy z innego uśmiechu, żyłę lila na czole i asymetrię szpar powie¬kowych i uchroń nas Boże, nikt takiej brzydkiej nie chciał ani znać, ani żaden chłopak nie chciał jej dymać, bo patrząc na taką twarz zaraz zły każdemu wydawał się świat, a Bóg katolicki USA pastorem, o 20.10 Totalizatorem Spor¬towym, ślepnącym żonglerem, rokendrolowym hochsztaplerem, hipnotyzerem z Manga Gdynia, co przedstawia ci taką dziewczynę, której najpierw podłożył świnię, z Tysiąclecia Stadionu żółtym cwaniakiem, co sprzedaje ci hrabinę brzydalinę jako superekstratwojąnowąsuperlaskę.

Nazywała się Pitz Patrycja i mieszkała chyba gdzieś na 00-910 Woronicza, przystanek Telewizja, tam gdzie każdy Polak wyobraża sobie, że jest najpięk¬niejsza w Polsce ulica, a idzie nią w biały dzień Torbicka. Albo może na Czerskiej osiem, przystanek Niby Europa, gdzie jest równie najpiękniejsza ulica w Polsce, codziennie nowe akcje, wielka akcja pomóżmy sobie pojechać na mentalne wakacje, wielka akcja, na co ci ta kombinacja, powszechna populary¬zacja, wielka akcja narodowa defekacja i popularyzacja, EC Siekierki, spacja. Nikt nie jest piękny, ale święta Pitz Patriszia jest Duchem Świętym, ma w mej glowie ołtarze, na których stoi kolo Jezusa z zasłoniętą workiem twarzą.

 

EC Siekierki i EC Kawęczyn, Patrycja Pitz, świat od dzieciństwa pluł jej śli¬ną śmierdzącą i ciepłą do wyciągniętej ręki i inne dzieci nie chciały się bawić z takim brzydkim dzieckiem, nawet chociaż jej rodzice mieli dużo pieniędzy, mówili: moja Karolinka moja mała miss nie będzie się już bawić z tą paszkwilą Pitz, bo potem opowiada rano złe sny, śni się jej brzydka Pitz, jak wkłada jej do lóżka swoją twarz i mówi: teraz to ty ją masz. Była sobie złota rybka, powiedz Patrycha, czemu jesteś taka brzydka, raz niósł Grzegorz kij, kto ci zrobił twój rozszczepiony ryj, stała na przystanku wiata, Patrychę rucha jej tata. Stał na ulicy ford fiat, ją rucha jej brat. Niósł raz dziadek puzon, Patrychę ruchał kuzyn. Była w rzece tama, Patrychę rucha jej mama.

A potem jej spódnicę zabrały, do ogródków wrzuciły i piasku do buzi na¬sypały, a potem na nią nasikały, a potem się z niej śmiały, tu cię powołał Pan i nawet z parteru dałn choć nie wiedział z czego, to się z niej śmiał, krzycząc esse majne szajse zi szwajne raj, powiedz jak zapamiętał słów trudnych tyle, a sycząca piana leciała mu z ryja i przy trepach się pieniła, różowy mongolski jad, kap kap apokalipsy bliskiej znak, tak. Tyle lat krzyczały podwórka ropie¬jące, zachodziło z wycinanki słońce każdego dnia szybciej w jej przejebanym życiu, jak szedł jej ojciec magister przez podwórko, to dzień dobry dzień dobry kto nawdycha dziś więcej spalin za jego nowym wartburgiem, a jak tylko prze¬jechał to już biegną za jego córką, ej Pitz ej Pitz chcesz sznurka, chodź włoży¬my ci kamienie do dziurki a do ryja po makreli skórki. I posłuchaj mnie teraz uważnie, bo jak myślisz, że to jest ważne, na jakiej to było ulicy, Czerskiej, Perskiej czy Woronicza, Gównianej, Zasranej czy rondo Odbytnica, i w jakiej to było dzielnicy, wysypisko Radiowo czy lotnisko Bemowo, Żoli, Praga czy Falenica, to cię stary szkoda, mylisz dwa różne słowa, bo skurwysyństwo to nie blok czy kamienica, to twoja głowa, w której czai się słoma, tak tak to pan tik tak, to czas tak tyka, zając po śniegu pomyka, niby jesz gówno, ale za to z tęczowego talerzyka, gówno, ale takie fajne z parasoleczką, lukier po wierz¬chu, deseń z orzeszków, niby gówno, ale za to w promocji z łyżeczką, panowie co za okazja, co za wieczór.

 

Dorota Masłowska


 
     
© by beebox 08/2007 - 02/2012